Moje bieganie

Czyli jak to się zaczęło i czemu nadal, po prawie dwóch latach, to robię.

Zacznijmy od samego początku (jak nakazuje rozsądek, nie jesteśmy wszak Benem Buttonem). Pierwsze kroki na biegowej ścieżce postawiłam w marcu 2015, a było to kiedy jeszcze uczyłam się w szkole z internatem, ulokowanej głęboko w angielskiej wsi. Dookoła miałam morze, las, pola, wrzosowiska, oraz bardzo wiele owiec. Niewiele natomiast sklepów, zero kin, a najbliższa wioska była pół godziny spacerem i mogliśmy do niej chodzić wyłącznie w soboty i niedziele.

Zważywszy na bogactwo zasobów naturalnych i nadzwyczaj urodziwe krajobrazy, oczywistą opcją jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu stało się bieganie. Do takiego wniosku doszliśmy z resztą znajomych z Polski (biegać zdarzało nam się najczęściej w ściśle polskim gronie) i zaakceptowaliśmy go jako nieco uciążliwą, ale nieuchronną prawdę. Miała ona jednak swoje zalety.

Nie będę rozpamiętywać tu swojego pierwszego biegu, mimo że bardzo dobrze go pamiętam. Niczyj to jednak interes, nie będę zanudzać. Jeśli jesteście ciekawi, po prostu spytajcie.

Bardziej istotne jest to, dlaczego w ogóle decyduję się kontynuować bieganie, i czemu poleciłabym go spróbować każdemu napotkanemu człowiekowi.

Przeczytałam kiedyś taki artykuł, wydany na łamach jakiegoś czasopisma w stylu VITA albo Runner’s World, który nosił tytuł “Bieganie i czytanie”. Autor (mężczyzna) bardzo rozsądnie uzasadnił, że zajęcia wymienione w tytule to dwie kluczowe czynności pozwalające zachować zdrowie psychiczne. Innymi słowy, jego argument brzmiał:

Jeśli chcesz pozostać przy zdrowych zmysłach, biegaj i czytaj.

I ja się z nim zgodzę! Przede wszystkim, bieganie świetnie oczyszcza mentalnie. U mnie najlepiej to działa, kiedy nie słucham przy tym muzyki. Tak jak dziś, po prostu biegnę przez opustoszały park (przecież jest zima) i pozytywne myśli same do mnie przychodzą, a negatywne uciekają. Wszelkie zmartwienia gdzieś znikają, a jeśli zjawiają się w głowie, to dotleniony mózg jest w stanie świetnie sobie z nimi poradzić. W try miga wymyślam rozwiązanie nawet najbardziej skomplikowanych problemów.

Poza tym, po bieganiu nigdy nie mam wyrzutów sumienia, kiedy coś jem. A to jest mega plus. Ponadto, ćwiczenia fizyczne, zwłaszcza na łonie natury, nadzwyczajnie motywują do zdrowego trybu życia. Chcemy dawać z siebie jak najwięcej podczas biegu, to musimy dobrze dbać o maszynę, jaką jest nasze ciało. I taka motywacja jest i za darmo, i nie wymaga psychicznego wysiłku.

Z tym czytaniem autor też miał rację, bo – jak stwierdził – jeszcze nie ma takiego problemu, o którym ktoś by książki nie napisał. Podobnie jest z filmami. W fikcji można znaleźć wiele podobieństw między swoimi rzeczywistymi problemami, i zapoznać się z cudzymi refleksjami na ich temat. Dlatego bujanie w alternatywnej rzeczywistości rzadko kiedy jest stratą czasu.

(Postaram się odszukać dokładne źródło tego artykułu. Na pewno zalega gdzieś wśród stosów moich czasopism, piętrzących się obok łóżka).

Published by kotersey

Graduated from geography (University of Edinburgh), now student of history of design and material culture at the University of Brighton. Probably drinking iced coffee and thinking about buildings/computer games.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: