Shinrin-yoku a egzotyzacja

Co znaczy shinrin-yoku? Shinrin-yoku (森林浴) z japońskiego tłumaczy się na “leśną kąpiel”. Ma mieć (i z pewnością ma) właściwości lecznicze, praktykuje się ją zarówno indywidualnie, jak i w ramach zorganizowanej “terapii naturą”. (Co ciekawe, artykuł o shinrin-yoku na polskiej Wikipedii jest bardzo dobrej jakości i rozległy, podczas gdy na angielskiej jest o tym tylko wzmianka w artykule o “nature therapy”).

Czym różni się od shinrin-yoku spacer? Zwykły, polski spacer?

Słowa mają takie znaczenie, jakie wynika z ich użycia – nie ma jakiejś esencjonalnej istoty słowa, która zawsze i w każdym kontekście pozostaje niezmienna. Wydźwięk słów zależy od tego, co chcemy nimi przekazać.

Ja dzisiaj poszłam na “spacer”, co ktoś inny mógłby nazwać shinrin-yoku. Zatrzymywałam się często, wsłuchiwałam w odgłosy ptaków, wiatru, szumu drzew, i płatków śniegu uderzających w kaptur mojej kurtki. To ostatnie było naprawdę hipnotyzujące. Moje oczy skąpane były w bieli, z której wybijały się czarne sylwetki drzew. Tak naprawdę te drzewa nie były czarne, bo po przypatrzeniu się widać było głęboko zielony nalot i popękaną ciemnoszarą korę. Ale na tle całej tej bieli wyglądały na zupełnie czarne, jakby ktoś namalował je atramentem, cieniutkim pędzelkiem, na białej kartce papieru. To był ich pewien japoński atrybut – przywołały mi na myśl dziewiętnastowieczne japońskie ryciny. Te, które ludzie wieszają na ścianach i drukują na okładkach zeszytów, bo tak subtelnie wyrażają piękno tego, co nazywamy “przyrodą”.

Utagawa Hiroshige, c. 1836. Evening Snow at Uchikawa. Source: metmuseum.org

Jeśli o leśnym spacerze myślimy automatycznie jako “leśnej kąpieli” zaczerpniętej z kultury japońskiej, kultura słowiańska usuwa się w cień. A przecież lasy w Europie Centralnej stoją od tysiącleci.

To nie jest tak, że tylko kultury “niezachodnie” (a zresztą, czy my jesteśmy Zachodem?) mają jakieś głębsze powiązanie z “naturą”. (Jako “naturę rozumiem tu świat pozaczłowieczy, niezbudowany ludzką ręką, choć niekoniecznie nią nietknięty. Z reguły odrzucam istnienie czegoś takiego, jak “dzika przyroda”). My, Europejczycy, nie jesteśmy przybyszami z kosmosu.* Wzięliśmy się z tej ziemi i z nią mamy powiązanie. Nie musimy uciekać się do praktykowania “shinrin-yoku” – wystarczy, że będziemy praktykować “leśne spacery” lub “leśne kąpiele”.

Używanie wyrażeń takich jak shinrin-yoku w kontekście lokalnym, nieodwołującym się do japońskiej tradycji, niesie ze sobą zagrożenie egzotyzacji zarówno przyrody, jak i społeczeństw pozaeuropejskich. Grawituje ono zbyt blisko pojęcia “szlachetnego dzikusa”, wyobrażenia człowieka pierwotnego jako istoty nieskażonej cywilizacją, bliskiej przyrodzie, i dzięki temu czystej moralnie. Jeśli zwrócimy uwagę na przestarzały już, choć nadal obecny w pewnych sferach, linearny model “postępu cywilizacyjnego”, który za początek postępu wskazuje przyrodę, a za schyłek – społeczeństwo zindustrializowane i ‘zmodernizowane’, koncepcja shinrin-yoku jako wytworu wyłącznie azjatyckiego wzmaga stereotyp kontynentu azjatyckiego jako bardziej ‘zacofanego’ niż Europa, czy Zachód.

Dlatego nie chodzę na shinrin-yoku

A na koniec wrzucam obraz pt. “Żyto” (Рожь, 1878) pędzla Rosjanina Iwana Szyszkina.


* Przynajmniej z tego, co nam wiadomo…

Iwan Iwanowicz Szyszkin, 1836. Żyto (Рожь). Source: Wikipedia.

Published by kotersey

Geography student at the University of Edinburgh. Probably drinking iced coffee and thinking about buildings/computer games.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: